’tis the Season

Wraz z listopadem rozpoczyna się okres, którego nie lubię. Wszystko wokół jest szare, ciemność okrywa każdy poranek, a noc wydaje się trwać wiecznie. Wyjątkiem w tym długim i smutnym okresie, który dla mnie ma swój kres dopiero z początkiem kwietnia, jest grudzień. Lubię ten czas przygotowań do świąt. Spędzam go głównie w domu robiąc papierowe gwiazdy, rozświetlając dom światełkami i świecami, i oczywiście piekąc pierniczki. Zapach korzennych przypraw, suszonych pomarańczy i tańczące płomienie świec wprowadzają nieco przyjemności w te dni bez słońca, które znika czasami na tak długo, że zaczynam wątpić, czy jeszcze kiedykolwiek jego promienie przebiją się przez ciężkie powłoki chmur. Spacery już nie są przyjemnością, a raczej obowiązkiem. Choć często wracam z nich ze zdobyczami, które od kilku lat zastępują mi kupne ozdoby. Cudowny żywiczny aromat trafia do domu wraz z szyszkami, gałązkami świerków i sosen.

Vintage Xmas Balls

 


The period I’m not too fond of starts in November. Everything around is grey, darkness covers every morning and the night seems to last forever. The exception in this long and sad period, which for me ends only at the beginning of April, is December. I like this time of preparation for Christmas. I spend it mostly at home making paper stars, lighting up the house with lights and candles, and baking gingerbread cookies. The smell of spices, dried oranges and dancing candle flames brings a little pleasure in those days without the sun, which sometimes disappears for so long that I begin to doubt if its rays will ever break through the heavy layers of clouds again. Walks are no longer a pleasure, but rather a duty. Although I often come back with trophies that have been replacing bought ornaments for me for several years. A wonderful resinous aroma finds its way home along with cones, twigs of spruces and pines.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top