What a strange thing!
to be alive
beneath cherry blossoms
— Kobayashi Issa

I znów wiosna! Co roku to samo, znam ten rytm na pamięć, a jednak za każdym razem nie mogę się doczekać – zieleni, pierwszych liści i kwiatów. Odkrywanie kolejnych kwitnących drzew jest jak podróż w nieznane. A przecież to to samo drzewo co rok temu, dwa lata temu czy nawet pięć. Co jest tak niesamowitego w tym budzeniu się przyrody do życia, że zachwyca za każdym razem? Tak, każda wiosna jest chyba tą jedyną, niepowtarzalną wiosną, nieustannym zachwytem.
“Every spring is the only spring,
a perpetual astonishment.”
— Ellis Peters
Już luty upływał mi pod znakiem wiosny. Hiacynty kwitły nieprzerwanie. Kolejne i kolejne znosiłam do domu – w doniczkach, cięte, głównie różowe, a ich zapach roznosił się po całym mieszkaniu. Uwielbiam te kwiaty, bo pojawiają się w momencie, w którym naprawdę mam już dość zimy. Są obietnicą, że wiosna przyjdzie już za chwilę i znów wszystko rozkwitnie.
I właśnie rozkwita, a każda gałązka przyniesiona do domu jest najpiękniejszą ozdobą. Cóż więcej potrzeba?

Fotografowanie hiacyntów sprawiło mi ogromną radość. Było jak wyjście na świeże powietrze.
Kwiaty zawsze zajmowały szczególne miejsce w mojej fotograficznej podróży, a pod koniec zimy ich brak odczuwam bardzo boleśnie. Tak, po prostu tęsknię już za kwiatami. Więc jak tylko się pojawiły, musiały trafić przed obiektyw.
Rozważałam użycie czarnego tła, ale cieszę się, że zdecydowałam się na białe. Podkreśliło elegancję tych pięknych kwiatów, ale jednocześnie nadało im lekkości. Czarny dodałby niepotrzebnej powagi, a przecież mamy wiosnę – radość wisi w powietrzu.