Powrót do analogu: o offline, fotografiach i roślinach

Green Pumpkins Still Life Photography

Od ostatniego wpisu upłynęło sporo czasu. Wtedy zaczynała się wiosna, dziś zbliża się końcówka jesieni. Ten czas spędziłam głównie off-line. Nie sądziłam, że dam radę, a jednak stopniowo udawało mi się ograniczać czas spędzony przed ekranem komputera i telefonu.
To był jednak wyjątkowo dobrze spędzony czas – na spacerach, z aparatem i bez, z książkami, z moimi roślinami. Nawet zdjęcia robiłam z większą przyjemnością, gdy odsunęłam od siebie myśl, że powinnam coś wrzucić na bloga lub Instagram, gdy przestałam myśleć o kreowaniu „contentu”.

Rośliny

Home Potted Plants

Z roślinami nigdy mi nie było po drodze i nie zawsze je miałam w domu. Pojawiały się i pomału odchodziły. Konsekwentnie je uśmiercałam. Aż trafiło do mnie geranium. Zaczęło się od jednej niedużej roślinki, a po dwóch latach mam całkiem sporą hodowlę. Być może pojawiło się w odpowiednim momencie, gdy nieco zwolniłam tempo i zaczęłam cenić czas, a szczególnie jego jakość. I wtedy znalazły się też chwile tylko dla roślin. Na podlanie, zadbanie o nie i cieszenie się tym, jak się pięknie rozrastają. Pieniążek, gdy poświęci mu się trochę czasu, również się cudownie odwdzięcza i z jednej doniczki po dwóch latach zrobiły się trzy. Najnowszy mój zakup to Radermachera sinica zwana też china doll. To przepiękna roślina a liście o soczystej zieleni są jej największym atutem. Nie mogę też zapomnieć o eszewerii, która przetrwała ze mną już ponad pół roku. Tak, sukulenty również potrafiłam uśmiercić – najczęściej je przelewałam. Nawet schlumbergera w tym roku była obsypana kwiatami.

Blooming Schlumbergera in November

Znikanie

Photo of hop sprig isolated on white background

Od kilku lat obserwuję znikanie. Znikają łąki, na które uwielbiałam chodzić fotografować. Wraz z nimi znikają rośliny – dzika marchew, mikołajek, którego w zeszłym roku długo poszukiwałam, aż w końcu udało mi się go znaleźć gdzieś nad Wisłą.
W tym roku długo rozglądałam się za chmielem. Niestety coraz rzadziej go można spotkać. Kiedyś często oplatał ogrodzenia starych działek. Teraz znika wraz z drzewami i krzewami, by zrobić miejsce pod budowę nowych osiedli. Być może za rok już go nie znajdę w najbliższej okolicy.
Coraz częściej robiąc zdjęcia myślę, że za kilka lat już nie będzie tych roślin, że wymarzemy je bezpowrotnie, a wokół nas będzie tylko beton i asfalt.

Mam niewielki wpływ na to znikanie za oknem, ale wokół siebie przywracam to, co ulegało już atrofii. Wracają do użycia ołówki, moje ukochane pióra, pisanie ( takie tradycyjne ręką, a nie tylko na klawiaturze ), papierowy kalendarz. Lubię korzystać z komputera, telefonu, różnych aplikacji i na pewno z nich nie zrezygnuję. Ale staram się, by te urządzenia nie dominowały, a były jedynie uzupełnieniem tego, co analogowe. Tak jak nie chcę, by moje zdjęcia istniały jedynie jako pliki i dość często je drukuję, tak nie chcę, by wszystko co robię, było cyfrowe. Mam wrażenie, że zachwyt nad nowymi technologiami zbyt wiele nam odebrał.

Sklep

Wydruki Fine Art

I na koniec coś, o czym myślałam od dawna. Przez wiele lat miałam sklep z wydrukami fine art moich fotografii na Etsy. To był wspaniały czas i setki sprzedanych zdjęć. Pandemia ( i wstrzymanie lotów, a klienci byli głównie z USA ) położyła kres sprzedaży. Potem Etsy już nie było takie samo i nie bardzo mogłam się tam odnaleźć. Co lubiłam najbardziej, to to, że każdy wydruk trafiał w moje ręce – mogłam go sprawdzić, a przy okazji nacieszyć się tym, jak zdjęcie wygląda na papierze, jak plik cyfrowy zamienił się w coś rzeczywistego. Potem pakowanie, dodawanie niespodzianki od siebie. Tego najbardziej mi brakowało. Postanowiłam do tego wrócić i pomału buduje mój wymarzony sklepik on-line. Koniecznie zaglądajcie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to top